List od p. Władysława Andrzeja Skoczyńskiego

Warszawa, 2008-08-27
Podobno lepiej późno niż wcale.

Wybrałem się do Krempnej w Magurskim Parku Narodowym z zamiarem odwiedzenia Muzeum w Bóbrce. Znalazłem tam życiorys mego „Dziadzia” Józefa Howartha, który zaginął wskutek straty wszelkich naszych pamiątek w Drohobyczu i w Warszawie). W Bóbrce, byłem przyjmowany jako gość honorowy, otrzymałem szereg numerów czasopisma „Wiek Nafty”. W jednym z numerów znalazłem anons o książce Tadeusza Wróbla pt. „Ludzie Borysławia”. Po powrocie do polski zamówiłem i mam już oba tomy. Niestety wyczerpany jest nakład „Borysław się nie śmieje”. Na rewersie przeczytałem, że profesor Wróbel jest absolwentem Politechniki Śląskiej z 1952 roku. Ja też tam zrobiłem dyplom w 1952 tylko na wydziale Mechanicznym. Profesor jest ode mnie parę miesięcy młodszy. Chcę mu wielce mu podziękować za obie książki. Jest tam i mój „Tatuś” Władysław i mój brat Wojciech i wiele znajomych nazwisk jak np. Stanisław Psarski, którego syn jest mym przyjacielem. W Tustanowicach, w domu gdzie mieszkaliśmy (na terenie byłej kopalni Henryk) byłem w 2004 r. z koleżanką Ewą Krajewską-Załuską córką jednego z dyrektorów „Polminu”. Żałuję tylko, że o istnieniu SPZD dowiedziałem się dopiero wczoraj.

Władysław Andrzej Skoczyński (adres i telefony do mnie są znane redakcji) – urodzony przy ul. Skotnickiej pod numerem 5 w Drohobyczu. Uczeń gimnazjum im. Władysława Jagiełły, 1 klasa rok 1938/39 …potem Warszawa ale to osobna historia.

archiwum

Komentowanie jest wyłączone.