Dociekliwy pisarz i przyjazny człowiek

Odszedł twórca tolerancyjny, ale bezkompromisowy, usiłujący zmienić świat i naprawić rzeczywistość.

zwrobel

3 grudnia 2007 zmarł w wieku 82 lat Zdzisław Wróbel, autor ośmiu tomów prozy, sześciu sztuk teatralnych wystawianych w teatrach i telewizji oraz licznych tomów esejów.

Był trwale wpisany w pejzaż środowiska twórczego i życia kulturalnego Kujaw i Pomorza, a zwłaszcza Torunia, tym trudniej pisać o Nim w czasie przeszłym. Ostatnich 60 lat żył i tworzył w Toruniu, który jest też tłem fabuły kilku jego książek. Tu szczęśliwie ożenił się z Heleną z Zarembów, absolwentką prawa, całym sercem oddaną współkreowaniu życia kulturalnego miasta.
Urodził się w 19 stycznia 1925 roku w Borysławiu na Ukrainie. Przed wybuchem wojny zdążył rozpocząć naukę w Gimnazjum im. Wł. Jagiełły w Drohobyczu, gdzie Jego nauczycielem był m. in. znakomity pisarz Bruno Schulz. Młody gimnazjalista w okresie okupacji hitlerowskiej pracował jako robotnik rolny w okolicach Dukli, a następnie w obozie pracy w Borysławiu. Po wyzwoleniu, w 1944 roku wstąpił do wojska polskiego. Ukończył szkołę oficerską artylerii. Pamiątką po wojnie były uzyskane: Medal Zwycięstwa i Wolności, Odznaka Grunwaldzka, Medal za udział w walkach o Berlin oraz długo potem leczona, ciężka gruźlica. Wskutek choroby został zdemobilizowany i w obdartym szynelu wojskowym znalazł się w Toruniu, gdzie podjął naukę w Studium Przygotowawczym UMK, a następnie studia filologii romańskiej i rosyjskiej, które ukończył w 1951 z tytułem magistra. Ciągle potem doskonalił swoją znajomość innych języków obcych na kursach uniwersyteckich w Anglii, Francji i we Włoszech.
Po studiach podjął pracę dziennikarską, którą łączył z twórczością literacką. W latach 1951-1952 był kierownikiem działu kultury warszawskiego pisma studenckiego Po prostu. Nigdy nie nęciła Go chęć zrobienia intratnej kariery, więc mimo kuszenia apanażami i awansami, nie opuścił Torunia. Podjął pracę w bydgoskim oddziale PAP (1953-1958), a od 1959 w redakcji dwutygodnika Pomorze, gdzie był sekretarzem redakcji, zastępcą redaktora naczelnego, a w latach 1967-1973 redaktorem naczelnym tego pisma. Był bardzo życzliwym opiekunem młodych literatów i krytyków literatury, ułatwiał debiuty i drogę do członkostwa Związku Literatów Polskich. Jako uznany już dramaturg, został kierownikiem literackim teatru W. Horzycy, gdzie pracował do przejścia na emeryturę w 1981 roku.
Twórczość literacka Zdzisława Wróbla jest mocno osadzona w realiach. Powieści Inauguracja, którą debiutował w 1954 roku, towarzyszyła nawet atmosferka skandaliku, ponieważ jej bohaterami były łatwe do rozszyfrowania i nie zawsze pozytywnie naszkicowane postacie środowiska naukowego UMK. Autor studiował realia życia w Toruniu, pisząc swoją następną powieść: Eldorado (1962), czy Szczeble (1968). Tą ostatnią naraził się miejscowemu środowisku politycznemu, szkicując tendencje karierowiczowskie łatwych do rozszyfrowania pierwowzorów pracowników lokalnego aparatu partyjnego. Polemizował w swych powieściach ze schematami interpretacji dziejów ostatniej wojny i konspiracji (Bracia, Odwrót, Konspiracja). Tak czynił też w dwóch tomach opowiadań, sześciu wystawianych sztukach teatralnych i w wielu słuchowiskach radiowych. Był autorem niepokornym dla różnych stron sceny politycznej i nie był wygodny ani dla tych z lewa, ani z prawa.
W końcu zajął się z pożytkiem eseistyką erotyczną. Odkrył czytelnikom nie tyle blichtr erotyki, ile wiekami kształtowaną kulturę erotyczną. W 1986 roku ukazała się książka: Erotyzm w literaturze dawnych wieków, a zamyka ten cykl publikacja Eros niebiański i wszeteczny (Bydgoszcz 2003).
W ankiecie literackiej (Rzeczpospolita z 15 IV 1989) Zdzisław Wróbel tak ocenił sens swojej twórczości literackiej: Bohaterami moich powieści i sztuk teatralnych byli ludzie aktywni, usiłujący zmienić rzeczywistość, naprawić świat, walczyć w obronie swoich ideałów. Popadali w dramatyczne konflikty, doznawali porażek i rozczarowań, ale udało im się czegoś dokonać, co pozostawiało ślad, służyło wyższym celom.
Tę trafną diagnozę można odnieść do całego życia Zdzisława Wróbla. Był tolerancyjny, ale bezkompromisowy. W życiu i w twórczości. Pozostawił trwały ślad w licznych swoich książkach.
Prochy Pisarza spoczęły na cmentarzu przy ul. Antoniego Antczaka w Toruniu. Zefiryn Jędrzyński
Druk: Nowości. Dziennik toruński” z dnia 8 grudnia 2007, s. 13.
Zefiryn Jędrzyński (1930); publicysta, krytyk literacki, autor książek i wielu rozpraw w książkach zbiorowych i rocznikach, b. redaktor naczelny toruńskich Nowości, emerytowany red. naczelny bydgoskiej Gazety Pomorskiej.

ARCHIWUM

Wandale na cmentarzu w Drohobyczu (2007)

Taki oto wpis został dodany 13 stycznia 2007 r. do księgi gości przez Pana Zdzisława:

„Bardzo przykrą wiadomość chcę podać za TV Rzeszów. Na cmentarzu w Drohobyczu wandale zniszczyli około 40 nagrobków. Jest to przykre.”

Wdzieczni za informację udaliśmy sie na stronę TV Rzeszów. Oto co podaje:

„Wandalizm bez granic Nieznani sprawcy zdewastowali ponad 40 nagrobków na polskim cmentarzu w Drohobyczu. Porozbijali epitafia i nagrobne rzeźby, poprzewracali krzyże połamali nagrobne płyty. Śledztwo w tej sprawie wszczęła już policja i ukraiński Urząd Bezpieczeństwa.

Beata Wolańska

wandale w d

Zdewastowane polskie nagrobki. Połamany krzyż z rodzinnego grobu przedwojennego prezydenta Drohobycza Rajmunda Jarosza. Rozbita, prawie stuletnia tablica z grobowca rodziny Niewiadomskich. To tylko mała część tego co zrobili wandale. Polacy z Drohobycza z niedowierzaniem patrzą na to co się stało. Natychmiast zawiadomiono polski konsulat we Lwowie a przede wszystkim władze Drohobycza. Te zapowiadają, że znajdą i surowo ukarzą wandali. W sumie wandale zniszczyli ponad 40 polskich nagrobków. Nie oszacowano jeszcze ile będzie kosztować ich renowacja.”

Wszystkich zainteresowanych prosimy o pomoc w tej sprawie.

ARCHIWUM

Marsz Pamięci Sybiraków

Marsz Pamięci Sybiraków – Polaków wywiezionych przez NKWD w głąb ZSRR uczcili 9 września 2006 r. podlascy Sybiracy i harcerze. Uroczystość VI Marszu Żywej Pamięci Polskiego Sybiru rozpoczęła się o godz. 15:00 odsłonięciem i poświęceniem Krzyża Pamięci i Wdzięczności Sybiraków w Świętej Wodzie koło Wasilkowa. Natomiast 10 września odbyły się uroczystości przy Pomniku Katyńskim oraz przy pomniku-Grobie Nieznanego Sybiraka w Białymstoku.

zsylka

Marsz jest wyrazem naszej pamięci o ofiarach Sybiru, oddaniem hołdu tym, którzy za Polskę ponieśli ofiarę najwyższą – ofiarę życia. W latach 1940-41 i 1944-56 trafili na „nieludzką ziemię”. Ma w swoim przesłaniu przebaczenie, zgodę i pojednanie. Jest także okazją do spotkania świadków historii z młodymi ludźmi.Wciąż nie wiadomo, ilu Polaków wywieziono na Syberię w czasie sowieckiej okupacji i zaraz po wojnie. Szacunki mówią nawet o milionie 300 tysiącach deportowanych z dawnych Kresów. Z wywózki wrócił co trzeci z nich. Związek Sybiraków liczy obecnie ponad 60 tysięcy osób.

Źródło: Polskie Radio Białystok, www.bialystok.pl
WYDARZENIA 5ł Wydarzenia

List od Pana Stanisława Srokowskiego

Stanislaw-Srokowski

Niedawno, po gorącej prośbie Pani Jadwigi Kimżal, zamieściliśmy reklamę oraz krótką refleksje z lektury książki pt. „Nienawiść”. Nie upłynęło dużo wody, a nasza skromną stronę zaszczycił sam autor powieści – Pan Stanisław Srokowski – pisarz, poeta, prozaik, dramaturg, tłumacz, eseista, publicysta i krytyk literacki.

W elektronicznym liście do nas pisze: „Kłaniam się pięknie rodakom z ziemi drohobyckiej. Dziękuję za zainteresowanie moją książką. Chętnie wysłucham opinii o niej. A może się spotkamy? … Serdecznie pozdrawiam – Stanisław Srokowski.”

Cała przyjemność po naszej stronie. Pozdrawiamy.
Wszystkich gości, jeszcze raz za Panią Jadwigą Kimżal, zachęcamy do lektury „Nienawiści” oraz innych książek Stanisława Srokowskiego.

Odnośnik do artykułu: Stanisław Srokowski – „Nienawiść”

Link do strony autora: http://srokowski.art.pl/

ARCHIWUM

Stanisław Srokowski – „Nienawiść”

Szanowni Państwo,

na rynek wchodzi nowa książka Stanisława Srokowskiego, zbiór opowiadań kresowych pt. „Nienawiść”. Dawno nie czytałam tak pięknej, a zarazem tak wstrząsającej książki. Dołączam krótką informację. Będę wdzięczna za podanie jej do wiadomości wszystkim znanym Państwu Kresowianom.

Gdyby Państwo byli zainteresowani spotkaniem z

Pisarzem, proszę o kontakt telefoniczny:

tel. 71 35 17 334 lub informację na adres mailowy:

srokowski.stanislaw@gmail.com

ssnienawisc

Continue Reading…

Materiały do historii herbu Drohobycza, cz.2

W r. 1392, w związku z rozpoczęciem budowy kościoła parafialnego znachodzimy w przywileju Wł. Jagiełły z daty Drohobycz 16 grudnia 1392 zawarowanie zwrotu pewnej części uposażenia kościoła „dum succedente tempore pro locatione civitati in Drohobicz laneos sive mansos enumerare et dimemurare contigerit” (Gątkiewicz F., Z archiwum m. Drohobycza, Drohobycz 1906 m. T., s. 9-10), czyli że w owym czasie osadzenie miasta było dopiero zamierzone. Jednak już w kilkanaście lat później, od r. 1407
w zapisach miejskich lwowskich, raz po raz spotykamy wzmianki o rajcach i wójcie drohobyckim, co każe przypuszczać o pewnym już zorganizowanym samorządzie miejskim. (Polaczkówna H., Księga radziecka m. Drohobycza, Zabytki dziejowe IV, cz. 1, Lwów 1936, s. XXXI). Dokument lokacyjny dla Drohobycza pochodzi jednak dopiero z 12 czerwca 1422 r., w którym Wł. Jagiełło obdarza miasto prawem magdeburskim, nadając zarazem wójtostwo, po skupieniu prawdopodobnie wójta dziedzicznego, właściwego osadcy miasta Janowi Mężykowi z Dąbrowy, jako wójtowi uprzywilejowanemu (Matriculum Regni Poloniae Summaria, ed. Wierzbowski. Th. Warszawa 1915, T. IV, 3 Supl. m. 559). Przywilej lokacyjny z r. 1422 potwierdza K. Jagiellończyk aktem z daty Lwów 31 marca 1460, który jeszcze raz podkreśla przeniesienie miasta na prawo magdeburskie, mieszczanom zaś nadaje prawo wyrębu w lasach królewskich (Gątkiewicz, op. cit., m. IV, s. 17-20); powyższy przywilej potwierdzili królowie Aleksander w r. 1506 i Zygmunt w r. 1515 (Gątkiewicz, op. cit., m. X, s. 30-32, Matr. Reg. Pol. Sum. III 2595 i IV m. 10603).

Miasto otrzymawszy najcenniejszy przywilej, prawo magdeburskie, musi z kolei starać się o dalsze nadania, aby przez ufortyfikowanie zabezpieczyć się przed napadami nieprzyjacielskimi, a przez zbudowanie i utrzymywanie w należytym porządku dróg i mostów zapewnić kupcom dojazd na targi, sobie zaś stworzyć najdogodniejsze warunki rozwoju handlowego. Celem umożliwienia miastu wykonania tych ważnych dlań postulatów, udzielali mu królowie nie tylko zwolnień od podatków i ciężarów (np. czopowego), ale darowywali czynsze miejskie i zezwalali na pobór myta mostowego z przeznaczeniem na obwarowanie miasta i utrzymywanie dróg w latach 1507, 1511, 1542, 1543, 1544, 1566 (Gątkiewicz, op. cit., m. XI, XII, XXIV, XXV, XXVII, XXXVIII). Przywilejem z daty: Kraków 14 grudnia 1544 otrzymuje Drohobycz od króla Zygmunta I prawo zbudowania wodociągów miejskich (oryg. pergam. w Magistracie m. Drohobycza). Targi doroczne odbywały się 24 sierpnia na Św. Bartłomieja, tudzież na święto Ofiarowania N.P. Marii (Gątkiewicz, op. cit, m. XLIV, s. 128-130, Polaczkówna, op. cit., s. XXXII).

Miasta średniowieczne obierały sobie zazwyczaj same godło miejskie i rzadko tylko spotykamy się z nadaniem herbu; toteż przypuszczenie autora popularnej historii Drohobycza, który przypisuje nadanie herbu Kazimierzowi Wielkiemu (Mściwujewski M., Z dziejów Drohobycza, Drohobycz 1935, s. 64) nie znajduje źródłowego potwierdzenia.

Znanych jest 6 typów pieczęci miasta Drohobycza z wyobrażeniem herbu miasta.

Wittyg W. w pracy swej Pieczęcie miast dawnej Polski, Kraków, Warszawa 1905, s. 57-58 przedstawia cztery typy pieczęci m. Drohobycza: jedną ogólno-miejską, jedną wójtowską, i dwie urzędu radzieckiego.

I. Pieczęć okrągła, o średnicy 28 mm przedstawia na ukoronowanej tarczy trzy rzędy skośno ustawionych cegiełek-prostokątów (dwa-trzy-dwa), w otoku napis gotycki: Sigillum DROHOB. tzn. Sigillum Drohobiciense. (Wittyg posługiwał się przy reprodukcji pieczęci metodą rysunkową, a nie będąc biegłym paleografem mylnie odczytał i przerysował otok: Sigilus Brohobicien-sis). Autor znalazł tę pieczęć na dokumentach z lat 1525 i 1574. Otok z przerywanym ornamentem, spisany gotyckimi literami jest charakterystyczny dla końca XV w. i do tego czasu należy niewątpliwie odnieść tę pieczęć2.

II.Pieczęć okrągła o średnicy 29 mm wyobraża na ukoronowanym kartuszu dziewięć prostokątów (cztery-trzy-dwa) w otoku napis: SIGILLUM CONSULUM CIVITATIS DROHOBIC(ensis); autor znalazł ją na dokumencie z r. 1768. Pieczęć ta, wraz z drugą, niżej opisaną, pieczęcią wójtowską, jest wyciśnięta na dokumencie dla kościoła parafialnego z daty 29 października 1717 (oryginał papierowy w przechowaniu w kościele paraf. w Drohobyczu).

III. Pieczęć owalna 31×37 mm wyobraża pod koroną kartusz z siedmiu prostokątami (jeden-trzy-trzy), w otoku napis: S. A. D. M. I. K. M. A. D. 17-(Sigillum advocatiale D (?) Miasta Jego Królewskiej Mości Drohobycza anno Domini 17-). Pieczęć ta jest wyciśnięta na dokumentach z r. 1717 (patrz wyżej ad II) i w r. 1768.

IV. Pieczęć okrągła o średnicy 40 mm wyobraża na ukoronowanej tarczy renesansowej trzy rzędy prostokątów (cztery-trzy-dwa) – w otoku napis: SIGILLUM CONSULUM CIVITATIS DROHOBI(ciensis). Pieczęć tę znalazł Wittyg na dokumencie z XVII w. Jest ona również wyciśnięta na wyciągu z akt radzieckich drohobyckich z r. 1753 (Teki Schneidra, Rękopis Zakładu Nar. im. Ossolińskich we Lwowie).

Oprócz tych typów pieczęci przedstawionych przez Wittyga znane są jeszcze dwa typy pieczęci m. Drohobycza.

W księdze protokołów urzędu radzieckiego, Protocollon Magistratus Drohobycensis ab anno 1762 ad annum 1774, znajdującej się w depozycie w Arch. Państw. we Lwowie (Depozyt Drohobycz B 347), na drugiej karcie od początku, niepaginowanej, mamy częściowo barwnie wykonany rysunek, przedstawiający ukoronowanego orła z tarczą rokokową na piersiach, na której znajduje się dziewięć prostokątów (trzy-trzy-trzy). U góry rysunku napis: Król nam dal orla z dziewięcią tołpkami, Hetman dzierżawcę Turkuła z laskami. Pod rysunkiem zaś napis ANNO 1762.

W drugiej księdze, będącej protokołem księgi ławniczej, Protocollon ad-uocatiale ex anno 1765 ad annum 1775, również wśród depozytów miasta Drohobycza w Arch. Państw. we Lwowie (Depozyt Drohobycz B 345) na karcie trzeciej od początku, niepaginowanej, znajduje się rysunek wyobra-

---
2 Pierwszy z wzorów opisanych w pracy Rudörferównej, ren z prostokątami (panwiami, bloczkami soli) ustawionymi ukośnie od strony prawej w dół do lewej, znany sfragistyk międzywojenny Marian Gumowski uznał za reprezentatywny dla Drohobycza w swej pracy „Herbarz Polski" z ok. 1932 r. Jako miejsce przechowywania wzoru herbu i gotyckiej pieczęci z takim herbem na dokumentach z 1525 r. i 1574 r. wskazał Muzeum Czapskich w Krakowie. Nie ujęła tego źródła w swej pracy Rudörferówna (Red.).
---

żajacy na kartuszu ukoronowanego orła dzierżącego berło, pod nim zaś siedem stożków (jeden-trzy-trzy), u góry napis: Drohobycz miasto – orzeł zaszczytem – sól dobra przy tym.

Natomiast na mapie powiatu drohobyckiego, wykonanej przez Jana Gołębiowskiego, odbitej u Neumanna-Pillera we Lwowie (początek XIX w.) są dwa rysunki herbów: jeden przedstawia typ zbliżony do rysunku księgi Dep. Droh. B 437, który wyżej opisaliśmy, drugi wyobraża herb nadany przywilejem Józefa II w r. 1788, mianowicie na kartuszu dziewięć beczułek (oryg. perg. w Magistr. m. Drohobycza), herb ten jest przerysowany u Linda K. Stadte-Wappen von Ósterreich – Ungarn, Wien 1885, s. 11, tabl. I).

Co przedstawiają owe prostokątne cegiełki, jak je nazywa Wittyg? Zapewne nic innego jak tołpki soli3 (o wyrabianiu soli w formie topek jest mowa w dokumencie Kazimierza Jag. z dary Radom, 23 sierpnia 1491. por. Gątkiewicz, op. cit., m. VII, s. 24-26), które sobie Drohobycz jako godło miejskie obrał; miasto to bowiem, będąc ośrodkiem bogatych żup solnych, zaopatrywało w sól nie tylko Ruś Czerwoną, ale też Litwę, Wołyń i Bydgoszcz nad Wisłą. Ścisły związek rozwoju miasta z gospodarką solną przejawia się w nazwach topograficznych miasta, jak np. „Przedmieście zwaryc-kie”, ulice Zupna, Solna, Słony Stawek (Słony Potok – dopisek) itp. Liczba topek soli waha się od 7 do 9 i występują one na ukoronowanym kartuszu czy tarczy, jak to widzieliśmy od końca XV w.

Dopiero w r. 1762 spotykamy pewną zmianę. Występuje wtedy ukorono-wany orzeł z tarczą rokokową o dziewięciu topkach na piersi. Jakkolwiek orzeł ten przypomina żywo orla stanisławowskiego, to odnieść należy ten herb do czasów Augusta III; wskazuje na to data 1762 pod nim umieszczona, tudzież wyraźnie „Król”, bez bliższego określenia, a zatem współcześnie panujący. Herb ten należy uważać, w porównaniu z poprzednimi za pewne udostojnienie dawnego, możliwie w związku i za wstawiennictwem ostatniego starosty drohobyckiego Wacława na Podhorcach Rzewuskiego h. Krzywda (od 30 XII 1759 do 1 VII 1773) – (Polaczkówna,op. cit., s. XLVI) – który był zarazem Wielkim Hetmanem Koronnym. Rzewuski sam zarządem tenuty się nie zajmował, lecz ustanowił swym dzierżawcą Jana Joachima Turkła, pułkownika JKMości, którego kilka razy w okresie 1762-1768 na tym stanowisku spotykamy (Arch. Państw. we Lwowie, Dep. Droh. B 347, s. 309, 490).

Wobec tego, że m. Drohobycz używa herbu z topkami od końca XV wieku, a w udostojnionej postaci z orłem państwowym, nadanej przez Augusta III., CO najmniej od r. 1762, jest rzeczą uzasadnioną, ażeby godło miejskie utrzymać nadal w tej ostatniej postaci.

Projekt: Tarcza prostokątna ze stopką o czerwonym polu, w niej orzeł biały z koroną złotą na głowie z owalnym kartuszem niebiesko-lazurowym na piersiach, w nim 9 topek srebrnych (cztery-trzy-dwie, albo trzy-trzy-trzy).-

---
1 Skrupulatna poza tym autorka myli panwie (cegiełki, prostokąty) z topkami (ściele stożki). Liczba prostokątów oznaczała być może, że tyle było wówczas czynnych panwi lub, co bardziej prawdopodobne, okien (szybów), z których czerpano solankę (Red.).
---

Odpowiedź władz na wniosek miasta Drohobycza. Odpis

Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego

Warszawa, 3. sierpnia 1939 r.

Nr. Arch. – 106/38

Herb m. Drohobycza

Do Nru tamt. 27455/36.-

Zarejestrowano w Drohobyczu pod nr 5256/37
Zarząd miejski w Drohobyczu

Zarząd miejski m. Drohobycza zgłosił wniosek o zatwierdzenie mu herbu miejskiego w postaci, zachowanej w księdze miejskiej, „Prothocollon magistratus Dohobyciensis ab anno 1762 ad annum 1774″. Księga sama znajduje się w depozycie w Archiwum Państwowym we Lwowie.-

Postać swego herbu miasto opiera na rysunku wykonanym w tej księdze i na napisie nad nim umieszczonym. Napis brzmi: „Król nam dał orła z dzie-więcią tolpkami, Hetman dzierżawcę Turkula z laskami”. Z tekstu tego wynika, że postać herbu pochodzi z nadania królewskiego. Jednak badania przeprowadzone w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie dały w tym względzie rezultat ujemny: we właściwych księgach dawnego Archiwum Koronnego nie odnaleziono żadnego nadania na rzecz Drohobycza, które potwierdzałoby przekaz księgi miejskiej drohobyckiej. Nie dość na tym. Żadna ze znanych Ministersrwu Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego pieczęci drohobyckich nie wykazuje postaci „z orłem”:

1/ Pieczęć z r. 1561 b. dobrze zachowana w aktach skarbowych Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie (akta skarb, oddział 68 Nr. 1. str. 271). Wyobraża kule lub może beczki z solą.

2/ Pieczęć średnicy 27 mm używana w latach 1703-1784 (a więc w czasie, z którego pochodzi rysunek w księdze miejskiej). W polu pieczęci kartusz nakryty koroną, w nim 9 tołpi solnych w 3 poziomych szeregach – reprodukowana w pracy Wittyga: Pieczęcie, str. 58 fig. 4.

3/ Pieczęć, używana w latach 1787-1789 śtednicy 54 mm. W polu pieczęci kartusz prążkowany poziomo (co oznacza błękit), w kartuszu 9 panwi do warzenia soli, w trzech szeregach (zbiory Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie – teki Sclmeidra).-

4/ Pieczęć używana w latach 1816-1828 średnicy 39 mm, również z 8 panwiami solnymi w kartuszu (Teki Schneidra).-

Ponadto znamy postać herbu drohobyckiego z przywileju ces. Józefa II z 26 VI 1788 r. Wiedeń, w którym powiedziano, że herb wyobraża „… blauen Schild, worinnen neun (4. 3. 2) gestellte Salz-Fasser in natiirlicher Gestalt zu sehen sind”.

Z poszukiwań przeprowadzonych dotychczas w archiwach państwowych wynika, że albo informacja księgi miejskiej jest błędna, albo herb miejski „z orłem”, jeżeli nawet był nadany miastu, to nie wszedł w użycie. W każdym razie zachowane materiały stragistyczne, wymienione wyżej pod pozycjami 2-4, przeczą przekazowi księgi miejskiej.

W tym stanie rzeczy Zarząd miejski zechce przeprowadzić w materiałach historycznych własnych i regionalnych poszukiwania dodatkowe, któreby potwierdziły wiadomość „prothocollon” . Przekaz ten wobec nie odnalezie nia żadnych innych śladów nadania królewskiego wymaga b. skrupulatnego sprawdzenia.

Dopiero po tych dodatkowych poszukiwaniach, których rezultaty należy przesiać wprost do Ministerstwa W. R. i O. P. – Wydziału Archiwów Państwowych – Warszawa I. ul. Długa Nr. 13, Ministerstwo W. R. i O. P. będzie mogło wypowiedzieć opinie merytoryczną o herbie m. Drohobycza. –

Za Dyrektora Archiwów Państwowych

Dr A. Rybarski – radca wr.-
Przywilej cesarski
1788 r. 26 czerwca we Wiedniu

My, Józef Drugi, z łaski Boga wybrany Cesarz Rzymski, po wsze czasy pomnożyciel państwa, Król Niemiec, Jerozolimy, Węgier, Czech, Dalmacji, Chorwacji, Słowenii, Galicji i Lodomerii, arcyksiążę Austrii, książę Burgundii i Lotaryngii, Wielki Książę Toskanii, włodarz Siedmiogrodu, książę Mediolanu, Mantui, Parmy itd., upełnomocniony hrabia habsburski we Flandrii i w Tyrolu itd. wszystkim czynimy wiadomym i podajemy za pomocą tego własnoręcznie podpisanego dyplomu informację, że na podstawie poddańczego wniosku burmistrza, rady i gminy położonego w naszym królestwie Galicji i Lodomerii kameralnego miasta Drohobycza, z racji liczby ludności i dogodnego położenia, łaskawie postanowiliśmy wspomniane miasto Drohobycz podnieść do rangi królewskiego miasta i przyznać mu, mocą niniejszego aktu poniższe wolności i przywileje:

Po pierwsze: Chcemy obywateli i gminę tego królewskiego miasta Drohobycza uchronić i zabezpieczyć ich pola, zasoby pieniężne, łąki i pastwiska i inne posiadłości, jakby się one nie nazywały w obecnych granicach, miedzach i wielkości, gdyż miasto obejmuje przedmieścia od dawna utworzone i będące w jego posiadaniu. Ponadto, na ile możliwe, część posiadłości i innych dóbr może być przez sąsiednich właścicieli zabrana i własność uszczuplona – lecz winno to być dokonane w odpowiedniej skali i możliwe do przeprowadzenia mocą prawnego zarządzenia.

Po drugie: Zezwalamy temu królewskiemu miastu na wykonywanie czynności sądowniczych pierwszej instancji, przy czym na zasadzie ogólnych przepisów, dalszy tok prawny może mieć miejsce jedynie przed wysokim królewskim Sędzią Apelacyjnym. Dla zapewnienia politycznej jurysdykcji i lokalnego poziomu gospodarczego, dopóki miasto nie powiększy się, a społeczeństwo nie pomnoży i miejskie dochody nie wzrosną – ustala się następujący skład personelu: trzech radnych, przy czym jednemu powierza się kasę miejską, jeden aktuariusz, jeden sekretarz-protokolant, jeden protokolant rejestrator, jeden kancelista i dwóch służących sądowych. Wolny wybór burmistrza i opłacanych radnych będzie przy tym tak ograniczony by komitet złożony z 20 uczciwych i prawych mężczyzn, pracujących dla ogólnego dobra i dobrze usposobionych mógł współpracować z burmistrzem i ławnikami, którzy za pomocą kompetentnie wydanych dekretów będą prawidłowo wybrani by mogli uzyskać zaufanie ludności i wykazać się godnymi podjętych decyzji.

Po trzecie: Pragniemy w mieście wprowadzić, dla próby, prawo wyszynku tak w zamiarze jak i w wyrobie piwa, wódki oraz wolnego handlu winem. Należy także wyszynk tych napojów rozszerzyć na cały okręg w sposób wolny i nieskrępowany, aby ten doskonały fundusz mógł zasilić miejską kasę i być wykorzystany w najwłaściwszej formie.

Po czwarte: Pragniemy, aby w miejsce wcześniej przyznanych wolności wyrębu w obrębie lasów królewskich nastąpił podział części lasu według potrzeb i wymiarów Leśnej komisji obwodowej, w szczególności w dwóch miejscach: w Perkowicach przyznać ilość 105 morgów oraz w leśnictwie Nadział albo Lechnio 583 i 1/3 morgi. Wielkości te powinny stanowić własność przekazaną miastu, tak by miało ono korzyść z miejskiego zalesienia i umiało je własnym kosztem uprawiać i chronić.

Po piąte: Zezwalamy, aby wszystkie urządzenia, dotychczas wykorzystywane przez obywateli drohobyckich przedmieść jako wspólne dobro, do naprawy i utrzymania dróg, mostów i grobli w formie pomocy i szarwarku oraz robót pańszczyźnianych zamienić na proporcjonalne odsetki i odprowadzać do kasy miejskiej.

Po szóste: Pragniemy łaskawie pozostawić, w przewidywaniu obligatoryjnego dla tego miasta dobrego utrzymania wielu grobli i mostów dla dobra handlu solą, korzystanie z patentów oraz taryfowego myta z przejazdów przez mosty i uznać je za chronione.

Po siódme: Upoważnienie do wypalania cegieł pozostaje nadal w mocy dla miasta, które to prawo może być wykonywane drogą dzierżawy, przy odpowiednio ustalonym czynszu, albo przy braku korzystnego dzierżawcy może przejść pod zarząd miejski na własny rachunek i do własnego wykorzystania. Obywatele miasta Drohobycza, dla budowy własnych, prywatnych domów, mogą uzyskać nieodzowne cegły w cenie wyrobu.

Po ósme: Pragniemy pozostawić miastu istniejący, kameralny browar, o szacowanej wartości 3582 guldenów i 28 7/8 korony, aby miało ono pieczę nad piwem wytwarzanym dla okolicznych wsi i by we wspomnianym browarze było warzone piwo i dostarczane w cenie wyrobu uzgodnionej z Dyrekcją Ekonomii.

Po dziewiąte: Przyznajemy miastu Drohobycz możliwość urządzania dwóch ośmiodniowych jarmarków: pierwszy 17 lutego i drugi 5 października, z tym, że jeśli w tych dniach wypadnie niedziela, należy rozpocząć jarmark w następnym dniu roboczym.

Po dziesiąte: Zezwalamy temu królewskiemu miastu na posiadanie własnego herbu tj. niemieckiego, ze złotym wyciętym ozdobnym obramowaniem lub tzw. kartuszowego, ze złotą królewską koroną, z niebieską tarczą, na której umieszczonych będzie dziewięć, naturalnego kształtu beczek soli, w układzie 4-3-2, podobnie jak ustalono w królewskim dekrecie, w formie kolorowej. Przeto proponujemy i niniejszym zezwalamy naszemu królewskiemu miastu Drohobycz umieszczać, w imieniu całej miejskiej gminy, opisany herb na pomnikach, budynkach i pieczęciach; a co pieczęci dotyczy, należy jej spokojnie używać we wszystkich dokumentach opracowywanych w imieniu miasta, korzystając z drukowanego zapisu Sigillum liberae et regiae civitatis Drohobycz, niezależnie od jakiegokolwiek nagabywania lub sprzeciwu.

Po jedenaste: Ponad wszystko poprzednio zapowiedziane, chcemy uzupełnić, że obywatele i mieszkańcy naszego królewskiego miasta Drohobycza, bazując na przykładzie naszych innych miast królewskich, będą się odpowiednio zachowywać, zaś przy utracie tak obecnych, jak i innych przywilejów i wolności nie dopuszczą się niewdzięczności i niewierności, a raczej zrozumieją naszą laskę i dobroczynność poprzez nieodwracalną wierność i uniżoność i będą się starali zasłużyć na najlepsze laski u nas i u naszych prawowitych następców w królestwie Galicji i Lodomerii.

Myślimy tak szczerze, czego dowodem jest nasze pismo ostemplowane książęco-królewską i arcyksiążęcą pieczęcią stosownie do znaczenia.

Dano w naszej stolicy i rezydencji we Wiedniu 26 dnia miesiąca czerwca w roku tysiąc siedemset osiemdziesiątym ósmym po łaskawym narodzeniu Chrystusa, Naszego Kochanego Pana i Zbawiciela oraz dwudziestym piątym roku naszego rzymskiego państwa i w ósmym roku dziedzictwa rodowego.
Józef. Leopold hrabia z Kollonicz kanclerz. Johann Rudolf hrabia Chotek Johann Wenzel hrabia z Ugartn. z osobistego upoważnienia świętego

Zanotowano 23 czerwca 1789 majestatu cesarsko-królewskiego Ambroży Noskowiczky Józef hrabia O. Donel Sekretarz lwowski
Obecny przywilej został potwierdzony poprzez cesarsko-królewskie archiwum galicyjskie w księdze generalnej majestatu w tomie XV na s. 142 oraz odnotowany został w 92 księdze dóbr dziedzicznych na s. 54 pod nr. 3 dobra dziedzicznego. Akt wydano we Lwowie 28 września roku państwowego 1789. Notatkę sporządza Kazimierz z Mogiły Stańkiewicz, notariusz archiwum cesarsko-królewskiego.

Przypis F. Gątkiewicza:

Oryginał pergaminowy, złożony z 10 kart, z których pierwsza czysta a ostatnia częściowo zapisana, oprawiony w teczkę pluszową barwy różowej; wiążą teczkę cztery pary czarno-żółtych wstążek. Żółto srebrny sznur przywiązuje do teki pieczęć austryacką, umieszczoną w puszce mosiężnej. Wszystko zamyka się w dużym pudle skórzanym z napisem na wierzchu: Privilegium Josephi II. Imperatoris Nostri Augustissimi Vienna die 26 Juni 1788 pro R. civitate Drohobycz gratiosissime indultum.

Do przywileju jest dołączony herb miasta zmieniony przez Józefa II. wykonany barwnie, w przywileju w punkcie 10. opisany.
Sprostowanie w sprawie godła Borysławia (i jego praw miejskich)

W „Ziemi” nr 13 na s. 34 jest błędna numeracja opisów do ilustracji Herby Borysławia – zamiast 3, 4, 5 powinno być 5, 3, 4 i odrysowany (nie odrysowano).

Jako komentarz do wersji przedstawionej jako 2 można zauważyć, że kłóci się ona z wersjami 3 i 4 układem szybów sylwetek – trzy w pierwszym rzędzie i dwa w drugim, zamiast odwrotnie. To niewielka różnica, na którą zwrócił nam jednak uwagę uważny |Borysławianin Kazimierz pomykała z Warszawy. Na fotografii wnętrza kościoła św. Barbary trudno dokładniej odczytać układ szybów, ale wydaje się, że jest tam dwa i trzy albo nawet trzy i pięć sylwetek.

Znalazło to też uzupełnienie do informacji o godle z szybami i herbem Śreniawa. Otóż na posiedzeniu 1.04.1922 Rada przy zarządzie Borysławia postanowiła zabiegać u władz o potwierdzenie praw miejskich i zatwierdziła taki właśnie herb miasta, wybrany z trzech projektów. Jego autorem był artysta Bogdan Treter prof., architekt, konserwator, historyk sztuki z Krakowa (1886-1945), a konsultantem znany architekt i konserwator prof. Adolf Szyszko-Bohusz (1883-1948) (Andrij HRECZYŁO, Symboli miasta Borysława, s. 326-329, [w:] Drohobyckim Krajeznawczyj Zbirnyk, Wyp. V, Drohobycz 2001). Starania władz zakończyło dopiero „Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 26 lipca 1933 r. o podniesieniu gminy Borysław w powiecie drohobyckim, województwie lwowskim do rzędu miast, objętych ustawą z dnia 13 marca 1889 r. …z późniejszymi zmianami oraz ustawy z 23 marca 1933 o częściowej zmianie ustroju samorządu terytorialnego” (Dziennik Ustaw 1933, nr 62, poz. 467). Sprawa herbu nie była przedmiotem decyzji ministerstwa. Wynika z tego, że wcześniej Borysław był miastem na podstawie regulacji tymczasowych, niższego szczebla, nawet wówczas kiedy powoływano „Wielki Borysław”. Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 20 maja 1930 o rozszerzeniu granic miasta Borysławia (Dziennik Ustaw 1930 nr 44, poz. 375) mówiło „gminy podmiejskie Mraźnica, Bania Kotowska, Hubicze, Tustanowice włącza się do gminy miejskiej Borysław”.

---
4 Przekład sporządził w roku 2002 Roman Grunhaur z Wrocławia. Nie udało się znaleźć podobnego tekstu z lar dawniejszych,
 chociaż jego znaczenie pozwalało spodziewać się istnienia takiej wersji wcześniejszego przekładu.
CIEKAWE PUBLIKACJE 4c1 ciąg dalszy

Wróciłem w niedzielę rano (2006)

Dwa inne tytuły w tym zeszycie mówią o warunkach życia polminowskich i borysławskich elit („Pars pro toto” i „Super lakoniczny kontrakt menedżerski”), ale aby obraz nie byt zbyt jednostronny warto poczytać o warunkach nauki dzieci z rodzin robotniczych średniej klasy. Była bowiem też „arystokracja robotnicza’, przede wszystkim wykwalifikowani i doświadczeni wiertacze z zarobkami na poziomie inżynierskim (ale tylko w okresach sukcesów wiertniczych). Trzeba też pamiętać, że o życiu tych najbiedniejszych, często przez długie okresy bezrobotnych, nie możemy wiele poczytać z tego prostego powodu, że byli zazwyczaj całkiem lub praktycznie niepiśmienni. Autorowi się udało i mimo 8-letniego opóźnienia, dzięki wysiłkowi i zdolnościom doszedł do inżynierskiego wykształcenia i wysokiej pozycji zawodowej. (Red.) Dziś, 21 czerwca 1994 r., zacząłem spisywać swoje wspomnienia. Można by zapytać: po co mężczyzna w moim wieku traci czas, mozolnie nanosząc na papier resztki tego, co zapamiętał? Odpowiedź me może być prosta. Zwykle bywa się posądzonym: o grafomańskie ciągoty, o zamiar „poprawienia” swojej przeszłości dla zbudowania postaci z brązu lub, co także się zdarza, dla usprawiedliwienia swoich błędów. Muszę, oczywiście, gwałtownie zaprzeczyć, ale jak uda mi się ominąć te trzy rafy, będzie mógł ocenie ktoś, kto przeczyta wszystko, co mieszczą te zapisane karty.
Piszę te słowa dla swoich najbliższych, a nie dla znalezienia się na liście spóźnionych literatów. Zdaje mi się, ze pewne rzeczy o mnie powinni wiedzieć. Być może unikną tych pułapek, w jakie ia wpadłem, a co za tym idzie, może spojrzą na nasze polskie sprawy i losy oczyma tych, którzy musieli wiele zobaczyć i niemało przecierpieć.
Dlaczego właśnie ten termin uznałem za właściwy dla rozpoczęcia pracy? Po ośmiu latach i trzech miesiącach, po całej epopei więzień, obozów, etapów, śledztw i wyroków, 21 czerwca 194S r. wróciłem do moich rodziców. Przekonanie więc o ważności tej daty nie ma w sobie nic z patosu. Wyjście z piekła dalekiej Północy, ustawicznego zagrożenia życia, niepewności jutra, było dla mnie wtedy i teraz, gdy to piszę, nowymi narodzinami.

Continue Reading…

Wycieczka na ziemię drohobycką

Wycieczka do Schodnicy, Drohobycza i innych miejscowości ziemi drohobyckiej (29.05.- 2.06. 2006 r.)

Relacja Jana Rybotyckiego

Było nas dwanaścioro plus kierowca mikrobusu marki Ford. Siedem osób to rodowici schodniczanie, dwie młodsze osoby miały korzenie schodnickie, jedna osoba o korzeniach drohobyckich i dwie osoby towarzyszące, nie mające związków z ziemią drohobycką.

ukraina2_-1899

29.05 – przejazd na trasie Wałbrzych – Strzegom – Wrocław – Kraków Łagiewniki (przerwa w podróży na zwiedzanie Sanktuarium Bożego Miłosierdzia) – Przemyśl – Medyka – Szegini (przejście graniczne).Dzięki dużemu doświadczeniu naszego kierowcy granicę „sforsowaliśmy” w ciągu godziny. Ze względu na fatalny stan dróg po stronie ukraińskiej, na nocleg w Schodnicy zameldowaliśmy się po 23 naszego czasu (w Schodnicy była już 24). Czekano na nas. Warunki w prywatnych kwaterach, w zakresie noclegów i wyżywienia, okazały się doskonałe. Dobroczynne i kolorowe sny zakończyły I dzień naszej wyprawy na ziemię rodzinną.

30.05 – po śniadaniu ruszyliśmy na wędrówkę pieszą po Schodnicy. Najpierw odwiedziliśmy swoich bliskich, sąsiadów i znajomych odpoczy-wających na schodnickim cmentarzu, założonym na przełomie XIX i XX wieku. Wielką i pożyteczną ze wszech miar pracę wykonał na cmentarzu w ciągu trzech dni Bronisław Hac, odnawiając ocalałe cmentarne krzyże i tabliczki nagrobne. Dzielnie sekundowała mu w tym zbożnym dziele Alicja Królikowska, przewodnicząca wrocławskiego koła SPZD. W drodze na cmentarz przechodziliśmy koło Domu Strzeleckiego (Domu Polskiego), szkoły i warsztatów mechanicznych. Droga z cmentarza prowadziła obok dawnych stajni kopalnianych, domu dyrektora Góreckiego, przedwojennych kortów tenisowych, domu naczelnego inżyniera Józefa Blocha, zamkniętej na cztery spusty kancelarii, a dalej grzbietem Sharów, obok kamienic urzędniczych, sekcji kopalnianej Harem i jednego ze starszych sanatoriów schodnickich o nazwie „Hucułka”. Z grzbietu Sharów patrzyliśmy na górę Kościelną (Zamkową), na której nie ma już kościółka błog. Kingi. Na jego miejscu stoi obecnie cerkiew prawosławna pw. św. Mikołaja. Następnie zeszliśmy ze Sharów na sekcję kopalnianą Pasieczki, przez którą wije się potok Schodnica. Na zboczu po lewej stronie drogi na Kropiwnik odwiedziliśmy dom rodzinny państwa Opachów i poprzez Pasieczki (centrum handlowe) i os. Tartak (obecnie ul.Złota Bania) powróciliśmy na kwatery. Po obiedzie rozpadał się deszcz.

31.05. – prawie całą środę poświęciliśmy na zwiedzanie Drohobycza, rozpoczynając od kościoła św. Bartłomieja, i Truskawca. W trakcie chodzenia po Drohobyczu nękał nas deszcz i wiatr. Funkcję przewodnika po Drohobyczu pełnił Ryszard Dąbrowski, brat zmarłego w 2003r. Eugeniusza z Truskawca.

1.06. – rozpoczęliśmy od zwiedzania schodnickiej cerkwi greckokatolickiej pw. św. św. Piotra i Pawła oraz uczestniczenia w zakończeniu nabożeństwa z okazji Wniebowstąpienia Pańskiego. Po nabożeństwie rozmawialiśmy z duchownym unickim i wiernymi tej greckokatolickiej parafii. Następnie zapoznawano się z urokliwymi zakątkami Schodnicy w małych grupach. Na początek weszliśmy na zaniedbany stadion sportowy i obejrzeliśmy ruinę pięknego niegdyś basenu kąpielowego, zbudowanego tuż przed wojną.

Po obiedzie najliczniejsza grupa pojechała na wycieczkę w głąb Bieszczadów nad rzekę Stryj i jego górski dopływ Rybnik, nad odnogami którego położony jest Majdan, w okresie międzywojennym zasiedlony w większości przez ludność polską. W Majdanie zwiedziliśmy polski kościół wzniesiony przed wojną, który obecnie wykorzystywany jest jako ośrodek wypoczynkowo – turystyczny dla konserwatorów obiektów architektonicznych i dzieł sztuki. Pięknie położony nad przełomowym odcinkiem potoku Rybnik Zubrzycki, dawny cmentarz polski w Majdanie wywołał w nas smutne refleksje nad samotnością tych, którzy tam pozostali.

W drodze powrotnej jeszcze raz podziwialiśmy charakterystyczne pętle doliny Stryja i ujście potoku Schodnica do tej górskiej rzeki w Kropiwniku. Podczas wycieczki do Majdanu pogoda wreszcie dopisała, a pozytywne wrażenia potęgowało świecące non stop słońce.

2.06. – W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się ponad godzinę w Samborze nad Dniestrem w zlewisku Morza Czarnego. Od wyjazdu ze Schodnicy towarzyszył nam deszcz. W Samborze zwiedzano kościół św. Jana Chrzciciela i pozbywano się resztek hrywien.

Granicę na przejściu Szegini – Medyka przekroczyliśmy w miarę sprawnie. Zajęło nam to trochę ponad godzinę. We Wrocławiu byliśmy o 21.

Jan Rybotycki

Zapraszamy do galerii zdjęć z wycieczki

 

Continue Reading…

Drohobycz 1939-1941. Ilu aresztowano? Ilu deportowano?

Wydarzenia II wojny i lat bezpośrednio po niej następujących praktycznie dotknęły boleśnie wszystkich drohobyczan, około połowę zamordowano, aresztowano, zabito w szeregach różnych armii, na różnych frontach i w partyzantce, deportowano do pracy przymusowej itp. Dalszych 30-40% to ekspatriowani – przesiedleni, W pierwszej grupie poszkodowanych największa kategoria to ofiary holokaustu – Żydzi, a druga pod względem liczebności to aresztowani lub deportowani podczas I i II sowieckiej okupacji, najliczniej w okresie 1939-1941. Groza sowieckich zatrzymań, które rozpoczęły się bezpośrednio po dramacie września i wkrótce tragedie deportacji były tak szokujące, że ich ofiary stały się przedmiotem szczególnego zainteresowania konspiracji, a wkrótce też Polskiego Okręgowego Komitetu Pomocy powołanego w Drohobyczu po rozpoczęciu niemieckiej okupacji. Jego staraniem informacje o represjonowanych, systematycznie gromadzone już od jesieni 1939 r., uporządkowano i opublikowano za zgodą Niemców w broszurce z 1942 r. [1]. Żaden powiat ówczesnej Wschodniej Polski nie „zdobył” się na podobnie wyczerpujące i systematyczne opracowanie tematu aż do dnia dzisiejszego. Dziś też okazuje się, że ta praca jest bardzo wiarygodna i prawie kompletna…

Continue Reading…

„Polacy i Żydzi mogą zacząć od nowa”

W Borysławiu, w którym urodził się Szewach Weiss, żyli obok siebie Polacy i Żydzi. Żyli razem, ale jednak osobno. Izraelski polityk stara się przekonać wszystkich, że obydwa narody wciąż mogą zacząć wszystko od nowa – pisze „Gazeta Krakowska”.

Szewach Weiss przez lata pracował nad pojednaniem polsko-żydowskim i wciąż w swojej pracy nie ustaje. Raz na dwa tygodnie przylatuje z Izraela do Warszawy z wykładami, publikuje artykuły, pisze książki. Nie tylko naukowe, choć przecież jest profesorem politologii, ale także takie jak ta, zatytułowana „Z jednej strony, z drugiej strony”, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa „Prószyński i S-ka”.

szewach_okladka1_cr

Ludzie zadają mi pytanie, czy Polacy i Żydzi mogą zacząć wszystko od nowa. Ta książka jest najlepszą odpowiedzią na to pytanie – mówi były przewodniczący Knesetu, delegat do Rady Europy oraz przewodniczący Światowej Rady Yad Vashem.

„Z jednej strony, z drugiej strony” napisał razem z Elżbietą Cherezińską, bo – jak twierdzi – tak może otworzyć się tylko przed kobietą i to pod warunkiem, że jest ona Polką. Pisarka utkała ich wspólną książkę z emocji, uczuć, snów i wspomnień, czyli – jak sama mówi – z „wewnętrznej linii życia Szewacha Weissa”. Dzięki temu poznajemy nie polityka, ale człowieka z krwi i kości.

W Borysławiu żyli Polacy, Żydzi i Ukraińcy. Razem, ale nie razem. Razem i osobno, blisko i daleko. Po jednej stronie Borysławia była rzeczka, a nad nią domek mojej babci, po drugiej dom dziadka i siostry dziadka. Wszyscyśmy tam żyli. Pamiętam zapachy żydowskiej kuchni mojej mamy i babci. Może nie zawsze były one przyjazne, bo trochę za dużo było tego czosnku, cebuli… A te ciasta z ziemniakami? Ja to uwielbiałem. W Tel Awiwie na jednej z ulic jest polska restauracja. Jak się przechodzi na drugą stronę, to jeszcze kilkadziesiąt metrów dalej czuć jej zapach. Lubię tamtędy spacerować. Ale z jedzeniem muszę uważać. A w Borysławiu nie mówiło się o żadnej diecie. Kto był chudy, to był biedny. A gruby, taki pączuszek, to musiał być bogaty. Mój dziadzio był robotnikiem i był chudy. Nigdy nie zapomnę, jak siedziałem u niego na kolanach. Zamordowano go w trzecim pogromie – zamyśla się Szewach Weiss.

Drugim dominującym borysławskim zapachem była nafta. W 1892 r. 7,5% nafty światowej pochodziło z Borysławia. Dziś nie zostało z tego już nic. Pamiętam, że w 1944 roku ruskie samoloty zbombardowały borysławską rafinerię. Paliło się trzy dni. Spalił się most, który widzieliśmy przez okienko w piwnicy. Baliśmy się, że my się też spalimy. Ale ten zapach palonej nafty był zapowiedzią bliskiego zwycięstwa, wolności – przypomina sobie Szewach Weiss. (PAP – Sobota, 9 lipca 2005)